czwartek, 9 lipca 2020

Premiery optyki Canona RF: pierwsze wrażenia


To bardzo subiektywne pierwsze wrażenia po mającej miejsce 9 lipca tego roku premierze nowego sprzętu Canona. Zostawiam na razie na boku aparaty czyli modele EOS R5 i R6 a wspomnę jedynie nowości obiektywowe. Jestem pod wrażeniem tego, jak doskonale te premiery odzwierciedlają powiedzenie, że „góra urodziła mysz”. Ostatecznie z nowinek Canona wieje potworną nudą, a niektóre wybory poczynione przez konstruktorów powodują u mnie tylko niedowierzanie, że firma o takim doświadczeniu mogła popełnić tak głupie błędy i wypuścić obiektywy, które w zasadzie niczego nie robią dobrze.



Weźmy najpierw na warsztat model Canon RF 85 mm f/2 Macro IS STM: niby wszystko się zgadza bo mamy tańszą alternatywę dla Canona RF 85 mm f/1,2L, ale jak na jasność f/2 obiektyw nie jest ani mały ani lekki, a powiększenie 0,5x to jednak nie jest prawdziwe makro; nie ma też uszczelnień i i jakość wykonania jest przeciętna.

A Canon RF 100-500 mm f/4,5-7,1L IS USM? Fajny zakres, ale trochę ciemno na górze zakresu ogniskowych a cena wysoka; ale naprawdę zacząłem zachodzić w głowę, co sobie myśleli inżynierowie Canona gdy przeczytałem o kompatybilności z nowymi telekonwerterami Canon RF 1,4x i 2x. Fizycznie można je założyć przy ustawieniu w zakresie od 300 mm do 500 mm. OK, rozumiem, że wystający przód konwertera kolidowałby z tylną soczewką obiektywu przy krótszych ogniskowych ponieważ jest to optyka bez wewnętrznego zoomowania, co oznacza że zmienia długość przy zmianie ogniskowej. Ale takie rozwiązanie powoduje, że tubus obiektywu z założonym konwerterem nie da się złożyć do transportu; aby zmieścić obiektyw do małej torby - a to jest zaleta obiektywu zmieniającego rozmiary przy zoomowaniu - trzeba za każdym razem zdjąć konwerter.

I wreszcie dwa największe dziwolągi wśród obiektywowych nowinek Canona: Canon RF 600 mm f/11 i Canon RF 800 mm f/11 IS STM. Doskonale wiem jaka jest idea stojąca za ich konstrukcją - mają odebrać argument osobom wybierającym systemy mikro cztery trzecie, które oferują obiektywy o długim ekwiwalencie ogniskowej przy małych gabarytach (jasności f/11 na pełnej klatce odpowiada mniej więcej f/5,6 na matrycy MFT więc według standardów systemu mikro cztery trzecie nowe obiektywy Canona nie są wcale takie ciemne). Pozostawienie jednego otworu przysłony ma sens o tyle, że na pełnej klatce i tak f/11 jest graniczną wartością przysłony poza którą ostrość zaczyna spadać. Dostajemy teleobiektywy znacznie tańsze, mniejsze i lżejsze niż teleobiektywy do systemu Canon EF. Ale przy f/11 i tak długich ogniskowych trzeba naprawdę bardzo dużo światła, żeby ostro zarejestrować na przykład lecące ptaki, które stanowią jeden z obiektów zdjęć wykonywanych optyką o ogniskowej 600 czy 800 mm. Canon EF 600 mm ma jasność f/4, a to spora różnica wobec f/11. bo 3EV. Trochę mi to przypomina ciemne teleobiektywy robione kiedyś przez firmę Novoflex. Zawodowcy i tak użyją jaśniejszych teleobiektywów, a amatorom może zabraknąć wiedzy i umiejętności technicznych, aby wykorzystać teoretyczne zalety nowych teleobiektywów.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Edward Hartwig: Przypadek według Edwarda H.

  Rekonstrukcja rozmowy jaką w roku 1997 Iza Makiewicz-Brzezińska odbyła z gigantem polskiej fotografii – Edwardem Hartwigiem. Iza M...